Post

Europa chce własnej chmury. OVHcloud dostał kluczowy certyfikat i planuje wejść z rozwiązaniem także do Polski

Europa od kilku lat mówi o cyfrowej suwerenności, ale w 2026 roku temat przestaje być wyłącznie politycznym hasłem. Komisja Europejska tworzy mierzalne kryteria suwerenności dla usług chmurowych, przeznacza pieniądze na zakup europejskiej infrastruktury i chce co najmniej potroić zdolności centrów danych w Unii w ciągu 5-7 lat. Równocześnie przedsiębiorstwa z sektora finansowego, energetycznego, ochrony zdrowia i administracji coraz częściej pytają nie tylko o cenę czy wydajność chmury, ale również o to, kto kontroluje technologię, gdzie znajdują się dane i któremu prawu podlega dostawca. W tym momencie OVHcloud ogłosił ważny krok: jego SNC Cloud Platform uzyskała 1 września 2026 roku francuską kwalifikację SecNumCloud przyznawaną przez ANSSI. Firma zapowiedziała jednocześnie rozszerzenie platformy na kolejne europejskie regiony, a wśród następnych rynków wprost wymieniła Polskę, Niemcy i Włochy.

Trzeba jednak od razu wyjaśnić ważną rzecz. SecNumCloud nie jest europejskim certyfikatem automatycznie obowiązującym w Polsce. Jest francuską kwalifikacją bezpieczeństwa i zaufania, należącą do najbardziej wymagających tego typu systemów w Europie. OVHcloud uzyskał ją dla konkretnej konfiguracji SNC Cloud Platform we Francji, a teraz chce wykorzystać ten model jako podstawę dla lokalnych ofert w innych państwach. Firma podkreśla, że każde kolejne wdrożenie będzie dostosowane do właściwych krajowych ram prawnych. Dla Polski nie oznacza to więc prostego skopiowania francuskiego certyfikatu. Oznacza natomiast, że europejski dostawca chce zaoferować tutaj publiczną chmurę projektowaną od początku pod wymagania dotyczące suwerenności, kontroli prawnej i obsługi danych wrażliwych.

Co dokładnie uzyskał OVHcloud i czym jest kwalifikacja SecNumCloud?

SecNumCloud jest kwalifikacją przyznawaną przez ANSSI, czyli francuską krajową agencję odpowiedzialną za cyberbezpieczeństwo. Nie sprowadza się do sprawdzenia kilku funkcji szyfrowania ani przeprowadzenia typowego audytu technicznego. Ocena obejmuje wymagania techniczne, organizacyjne i prawne dotyczące całej usługi chmurowej. Analizowane są między innymi bezpieczeństwo infrastruktury, kontrola dostępu, procedury operacyjne, ciągłość działania oraz ryzyka wynikające z jurysdykcji i zależności od podmiotów zewnętrznych. OVHcloud informuje, że SNC Cloud Platform uzyskała kwalifikację jako jego trzecia oferta SecNumCloud, po Bare Metal Pod oraz rozwiązaniu VMware on OVHcloud.

Nowa platforma ma jednak szczególne znaczenie, ponieważ jest znacznie bliższa modelowi klasycznego Public Cloud niż wcześniejsze, bardziej izolowane środowiska. OVHcloud chce połączyć wysoki poziom kontroli z usługami dostępnymi na żądanie, rozliczanymi według zużycia i obsługiwanymi poprzez mechanizmy znane użytkownikom chmury publicznej. W ofercie pojawiają się zasoby obliczeniowe, sieć, Block Storage i Object Storage, zarządzane bazy danych, kontenery, orkiestracja, IAM, KMS oraz narzędzia do logów i metryk. To istotna zmiana, ponieważ suwerenna chmura nie ma już oznaczać wyłącznie drogiego, zamkniętego środowiska dla kilku najbardziej krytycznych systemów. Ma próbować zapewnić wygodę Public Cloud przy znacznie bardziej rygorystycznych wymaganiach zaufania.

Dlaczego SecNumCloud stał się teraz tak ważny dla francuskiej administracji i firm?

Znaczenie kwalifikacji wzrosło wraz ze zmianą francuskich przepisów. OVHcloud wskazuje artykuł 31 francuskiej ustawy nr 2024-449 oraz rozporządzenie wykonawcze z 14 kwietnia 2026 roku. Regulacje wymagają korzystania z odpowiednio certyfikowanych usług chmurowych przy przetwarzaniu określonych danych wrażliwych należących do państwa francuskiego i jego operatorów. Oznacza to, że bezpieczeństwo chmury przestaje być wyłącznie elementem oceny ryzyka prowadzonej przez pojedynczą organizację. Dla części zastosowań odpowiedni poziom kwalifikacji staje się formalnym wymaganiem.

Wpływ takich regulacji może jednak wyjść znacznie dalej poza francuską administrację. Podobnych gwarancji oczekują banki, firmy energetyczne, podmioty ochrony zdrowia, przemysł i dostawcy oprogramowania obsługujący sektor publiczny. Dla przedsiębiorstwa działającego w silnie regulowanej branży istotne jest nie tylko to, czy serwer znajduje się fizycznie w Europie. Ważne może być również to, kto administruje infrastrukturą, kto kontroluje klucze kryptograficzne, jakie podmioty mogą uzyskać prawny dostęp do danych oraz czy dostawca jest zależny od technologii, którą zewnętrzna firma może w przyszłości ograniczyć. Dlatego współczesne pojęcie suwerenności chmury jest znacznie szersze niż zwykła lokalizacja centrum danych.

Dlaczego europejska chmura nie oznacza po prostu serwerów stojących na terenie Unii Europejskiej?

Fizyczna lokalizacja danych jest ważna, ale sama nie rozwiązuje problemu suwerenności. Amerykański dostawca może posiadać centrum danych w Warszawie, Frankfurcie czy Paryżu i nadal pozostawać przedsiębiorstwem podlegającym prawu Stanów Zjednoczonych oraz wykorzystującym stos technologiczny kontrolowany poza UE. Podobnie europejska firma może przechowywać dane w Europie, ale być silnie uzależniona od zagranicznego oprogramowania, procesorów, licencji lub usług, bez których jej platforma nie będzie mogła funkcjonować. Komisja Europejska właśnie dlatego zaczęła oceniać suwerenność znacznie szerzej niż tylko przez miejsce zapisania pliku.

W nowym Cloud Sovereignty Framework Komisji uwzględniono aż osiem obszarów: suwerenność strategiczną, prawną i jurysdykcyjną, dane i AI, operacje, łańcuch dostaw, technologię, bezpieczeństwo i zgodność oraz zrównoważony rozwój. Powstała również skala SEAL, w której najwyższe poziomy wymagają coraz większej niezależności technologicznej. SEAL-4 oznaczałby pełną suwerenność obejmującą unijny łańcuch dostaw od układów scalonych po oprogramowanie. Pokazuje to, jak ambitna jest definicja "własnej chmury". Nie chodzi tylko o europejski adres serwera, ale o stopień kontroli nad całą technologiczną układanką.

Czy Komisja Europejska naprawdę zaczęła kupować suwerenną chmurę?

Tak. W kwietniu 2026 roku Komisja Europejska rozstrzygnęła postępowanie umożliwiające instytucjom, organom i agencjom UE zakup usług suwerennej chmury o łącznej wartości do 180 mln euro w okresie sześciu lat. Wybrano cztery grupy dostawców, aby ograniczyć ryzyko uzależnienia od jednej platformy. Wśród zwycięzców znalazło się konsorcjum kierowane przez Post Telecom, w którym uczestniczą OVHcloud i Clever Cloud, a także STACKIT, Scaleway oraz konsorcjum prowadzone przez Proximus. Sam OVHcloud jest więc już elementem europejskiego systemu zamówień na infrastrukturę o podwyższonych wymaganiach suwerenności.

Komisja zastosowała w tym postępowaniu swój Cloud Sovereignty Framework. Minimalnym poziomem dopuszczającym do kontraktu był SEAL-2, oznaczający suwerenność danych. Konsorcjum z OVHcloud, podobnie jak STACKIT i Scaleway, osiągnęło SEAL-3, czyli poziom określany jako Digital Resilience. Komisja tłumaczy go jako odporność technologii i operacji na potencjalne zakłócenia pochodzące od dostawców spoza UE. To ważny sygnał dla rynku. Bruksela nie mówi już tylko, że Europa powinna posiadać więcej własnych technologii. Zaczyna wpisywać konkretne kryteria suwerenności do dużych zamówień publicznych i kierować pieniądze do dostawców, którzy są w stanie je spełnić.

Dlaczego Europa chce zmniejszać zależność od AWS, Microsoft Azure i Google Cloud?

Skala obecnej zależności jest bardzo duża. Według Synergy Research Group europejscy dostawcy chmury zwiększyli swoje przychody ponad trzykrotnie pomiędzy 2017 i 2024 rokiem, ale sam rynek rósł jeszcze szybciej. W efekcie udział lokalnych dostawców spadł z około 29 proc. w 2017 roku do około 15 proc. i na takim poziomie utrzymuje się od kilku lat. Amazon, Microsoft i Google odpowiadają razem za około 70 proc. europejskiego rynku infrastruktury chmurowej. Wśród europejskich graczy OVHcloud jest jednym z największych, ale jego skala pozostaje niewielka w porównaniu z trzema amerykańskimi hyperscalerami.

Nie oznacza to, że Unia zamierza zakazać korzystania z AWS, Azure czy Google Cloud. Firmy te oferują ogromne katalogi usług, globalną skalę i technologie, których europejscy konkurenci nie zawsze potrafią jeszcze dostarczyć w porównywalnej formie. Problem zaczyna się wtedy, gdy praktycznie cała infrastruktura krytyczna staje się zależna od kilku podmiotów spoza Europy. W przypadku napięć politycznych, zmian regulacyjnych, sporów prawnych lub ograniczeń eksportowych taka koncentracja może stać się ryzykiem strategicznym. Europejska polityka coraz bardziej przypomina więc podejście znane z energetyki: nawet jeśli import pozostaje potrzebny, dobrze posiadać własne zdolności i alternatywnych dostawców.

Co zmienia Cloud and AI Development Act zaproponowany przez Unię Europejską?

W czerwcu 2026 roku Komisja Europejska zaproponowała Cloud and AI Development Act, czyli CADA. Jednym z jego najważniejszych celów jest co najmniej potrojenie zdolności centrów danych w Unii w ciągu kolejnych 5-7 lat oraz zaspokojenie potrzeb europejskich przedsiębiorstw i administracji publicznej do 2035 roku. Komisja chce uprościć procedury związane z budową centrów danych, wspierać ich efektywność energetyczną i rozwijać infrastrukturę potrzebną do AI. Jednocześnie akt ma wprowadzić wspólny europejski system oceny suwerenności chmury i infrastruktury sztucznej inteligencji.

To może mieć duże znaczenie dla OVHcloud. Dzisiejszy SecNumCloud jest standardem francuskim, a kolejne państwa posiadają własne wymagania. Wspólne kryteria unijne mogłyby częściowo ograniczyć fragmentację rynku i ułatwić europejskim dostawcom skalowanie jednej architektury pomiędzy krajami. CADA ma również współpracować z planowaną jednolitą polityką chmurową dla administracji i zamówień publicznych. Komisja wprost deklaruje, że rozwiązania o wysokim poziomie bezpieczeństwa i suwerenności mają otrzymać szczególną rolę przy najbardziej krytycznych zastosowaniach. To właśnie ten rynek próbuje teraz zająć OVHcloud ze swoją SNC Cloud Platform.

Czy OVHcloud rzeczywiście planuje uruchomić SNC Cloud Platform w Polsce?

Taką zapowiedź firma zawarła bezpośrednio w komunikacie z 1 września 2026 roku. Po uzyskaniu francuskiej kwalifikacji SecNumCloud OVHcloud poinformował, że rozpoczyna rozszerzanie platformy na swoje regiony Public Cloud w Europie. Jako kolejne kroki wymieniono Włochy, Niemcy i Polskę. Założyciel i CEO grupy Octave Klaba zapowiedział docelowo udostępnienie rozwiązania we wszystkich europejskich regionach firmy. Polska nie jest więc luźną możliwością rozważaną na przyszłość, lecz jednym z trzech rynków wskazanych w oficjalnym planie ekspansji.

Nie podano jednak jeszcze konkretnej daty polskiego uruchomienia ani informacji o uzyskaniu przez polską wersję określonej lokalnej certyfikacji. OVHcloud zaznacza, że każde wdrożenie ma odpowiadać obowiązującym w danym państwie ramom. Warto więc rozróżnić dwie informacje. Pierwsza jest już faktem: francuska SNC Cloud Platform uzyskała kwalifikację SecNumCloud. Druga jest planem: technologia ma zostać wdrożona również w Polsce. Nie należy przedstawiać tego jako uzyskania "SecNumCloud dla Polski", ponieważ francuska kwalifikacja nie zastępuje automatycznie wymagań wynikających z polskich regulacji i konkretnych procedur zamówień publicznych.

Czy OVHcloud ma już infrastrukturę chmurową w Polsce?

Tak. Firma nie musi zaczynać budowania swojej obecności nad Wisłą od zera. OVHcloud posiada region Public Cloud w Warszawie oznaczony jako eu-central-waw. Według aktualnych danych infrastruktura warszawska działa od 2016 roku i obecnie jest regionem typu 1-AZ. Firma udostępnia w Polsce między innymi instancje General Purpose, Compute Optimized, Memory Optimized, GPU, Metal Instances oraz wybrane usługi storage i cloud-native. To właśnie istniejąca infrastruktura jest naturalnym punktem wyjścia do rozszerzania bardziej wyspecjalizowanych usług dla klientów wymagających lokalizacji danych w Polsce.

Trzeba jednak pamiętać, że zwykły region Public Cloud i specjalna strefa SNC nie są tym samym produktem. We Francji OVHcloud posiada już osobne regiony SNC w Roubaix, Strasburgu i Gravelines. Ich architektura oraz sposób operowania zostały przygotowane pod wymagania kwalifikacji. Polski WAW1 jest obecnie standardowym regionem Public Cloud. Wdrożenie odpowiednika SNC wymaga więc czegoś więcej niż dodania nowej pozycji do cennika. Firma będzie musiała stworzyć środowisko spełniające wymagania techniczne, operacyjne i prawne właściwe dla docelowego poziomu zaufania.

Jakie firmy w Polsce mogą najbardziej zainteresować się suwerenną chmurą OVHcloud?

Pierwszą grupą są organizacje przetwarzające dane o wysokiej wrażliwości lub podlegające rozbudowanym regulacjom. Dotyczy to administracji publicznej, banków, ubezpieczycieli, operatorów energetycznych, ochrony zdrowia, przemysłu strategicznego oraz firm obsługujących te sektory. W takich organizacjach pytanie "gdzie znajdują się dane?" jest tylko początkiem. Znaczenie ma również to, kto posiada dostęp administracyjny, jaki jest łańcuch dostaw technologii, czy można zmienić dostawcę oraz jak platforma zachowuje się w razie problemów prawnych lub geopolitycznych.

Drugą grupą mogą być polskie firmy tworzące oprogramowanie dla administracji i dużych przedsiębiorstw. Jeśli klient końcowy zacznie wymagać określonego poziomu suwerenności infrastruktury, wymaganie przejdzie również na dostawcę aplikacji. Software house, producent systemu medycznego albo dostawca platformy dla energetyki będzie musiał wykazać nie tylko bezpieczeństwo własnego kodu, ale również odpowiednią charakterystykę chmury, na której działa usługa. SNC Cloud Platform ma właśnie ułatwiać takie zastosowania bez konieczności przenoszenia wszystkiego do klasycznej infrastruktury dedykowanej.

Dlaczego model Public Cloud z wysokim poziomem suwerenności może być tak ważny?

Dotychczas bardzo wysoki poziom kontroli często oznaczał kompromis. Organizacja wybierała dedykowany sprzęt lub prywatną chmurę, zyskując izolację, ale tracąc część elastyczności charakterystycznej dla dużych platform publicznych. Tworzenie nowych zasobów było wolniejsze, usługi zarządzane ograniczone, a koszty infrastruktury trzeba było ponosić niezależnie od rzeczywistego wykorzystania. SNC Cloud Platform ma próbować połączyć oba modele. OVHcloud zapowiada środowisko wielodostępowe, samoobsługowe, obsługujące Infrastructure-as-Code i rozliczane zgodnie z użyciem.

Dla zespołów programistycznych różnica może być fundamentalna. Suwerenność nie będzie atrakcyjna na dużą skalę, jeśli każdy bezpieczny projekt wymaga pół roku zamówień sprzętu i ręcznego konfigurowania serwerów. Programista chce utworzyć maszynę przez API, uruchomić klaster Kubernetes, bazę danych i magazyn obiektowy oraz zautomatyzować całość w pipeline CI/CD. Jeśli europejski dostawca zapewni te możliwości w środowisku spełniającym wysokie wymagania prawne, suwerenna chmura może przestać być niszowym rozwiązaniem dla administracji i zacząć konkurować o zwykłe projekty przedsiębiorstw.

Dlaczego OVHcloud tak mocno podkreśla open source i możliwość przenoszenia danych?

Jednym z największych problemów rynku chmurowego jest vendor lock-in. Firma zaczyna od uruchomienia kilku serwerów u jednego dostawcy, a po kilku latach korzysta z dziesiątek jego własnych baz danych, systemów analitycznych, narzędzi AI i usług sieciowych. Migracja staje się wtedy bardzo kosztowna, ponieważ trzeba nie tylko skopiować dane, lecz również przebudować aplikacje. Dla europejskiej polityki suwerenności taka zależność jest równie ważnym problemem jak fizyczna lokalizacja centrum danych.

OVHcloud deklaruje więc wykorzystanie otwartych API i standardów open source oraz podkreśla możliwość interoperacyjności i odwracalności, czyli przeniesienia obciążeń do innego środowiska. Firma argumentuje również, że kontroluje znaczną część własnego stosu technologicznego, od montażu serwerów po integrację komponentów open source i rozwój oprogramowania. Nie eliminuje to wszystkich zewnętrznych zależności - żaden duży dostawca chmury nie produkuje samodzielnie każdego procesora, dysku czy przełącznika - ale zmniejszenie zależności od własnościowych platform firm trzecich jest jednym z głównych elementów strategii OVHcloud.

Czy europejska chmura jest dziś w stanie zastąpić AWS, Azure i Google Cloud?

Nie w pełnym zakresie. Amerykańscy hyperscalerzy inwestowali przez lata dziesiątki miliardów dolarów w globalne centra danych i posiadają katalogi obejmujące setki usług. Oferują rozbudowane rozwiązania AI, analityczne, bazodanowe, IoT i serverless, ogromne ekosystemy partnerów oraz regiony rozmieszczone praktycznie na całym świecie. Europejscy dostawcy nie dysponują jeszcze podobną skalą. Dane Synergy Research Group, według których lokalni gracze utrzymują około 15 proc. europejskiego rynku, pokazują, jak duża jest różnica.

Nie oznacza to jednak, że europejski dostawca musi zastąpić AWS w każdym możliwym zastosowaniu. Ważniejszym scenariuszem może być rozwój modelu multicloud. Najbardziej wrażliwe systemy działają w europejskiej chmurze o wysokim poziomie suwerenności, podczas gdy inne aplikacje korzystają z globalnych hyperscalerów. Organizacja może również utrzymywać krytyczne dane i klucze w kontrolowanym środowisku, a mniej wrażliwe zadania skalować gdzie indziej. Właśnie dlatego interoperacyjność i możliwość migracji są tak istotne. Europa nie musi stworzyć jednego "AWS-a UE", aby zmniejszyć strategiczną zależność. Potrzebuje wystarczająco dobrych alternatyw w kluczowych obszarach.

Czy amerykańscy dostawcy zostaną wykluczeni z europejskiego rynku suwerennej chmury?

Nie. Najlepiej pokazuje to kwietniowe postępowanie Komisji Europejskiej. Jedno z czterech wybranych konsorcjów wykorzystuje S3NS, czyli wspólne przedsięwzięcie Thales i Google Cloud. Konsorcjum uzyskało poziom SEAL-2, podczas gdy grupy wykorzystujące bardziej europejskie technologie osiągnęły SEAL-3. Komisja wprost zaznaczyła, że nawet technologie spoza UE mogą spełnić minimalny wymagany poziom suwerenności, jeżeli są wykorzystywane w odpowiednio kontrolowanym modelu operacyjnym i prawnym.

Rynek może więc rozwinąć kilka różnych modeli. Jednym będzie infrastruktura tworzona i obsługiwana przez europejską firmę, jak w przypadku OVHcloud czy Scaleway. Drugim - technologia globalnego hyperscalera wydzielona do środowiska obsługiwanego przez europejskiego partnera. Trzecim mogą być rozwiązania on-premise umożliwiające uruchamianie części funkcji chmurowych bezpośrednio w centrum danych klienta. Wyścig nie będzie więc polegał wyłącznie na narodowości firmy. Coraz ważniejsze będzie udowodnienie, kto faktycznie posiada kontrolę nad usługą i co wydarzy się, jeśli dostęp do zagranicznego komponentu zostanie ograniczony.

Czy certyfikat SecNumCloud oznacza całkowite bezpieczeństwo danych?

Nie istnieje certyfikat gwarantujący brak incydentów. SecNumCloud potwierdza spełnienie bardzo rozbudowanego zestawu wymagań i zdecydowanie zwiększa poziom zaufania, ale nie może zagwarantować, że żadna aplikacja klienta nie będzie posiadała podatności, pracownik nigdy nie popełni błędu ani cyberprzestępca nie znajdzie nowej metody ataku. W chmurze nadal działa model współdzielonej odpowiedzialności. Dostawca zabezpiecza określone warstwy infrastruktury, a klient odpowiada między innymi za część konfiguracji, konta użytkowników, kod aplikacji i sposób wykorzystywania danych.

Nie należy również mylić bezpieczeństwa z suwerennością. Usługa może być bardzo bezpieczna technicznie, a jednocześnie posiadać ryzyko prawne wynikające z kontroli przez zagraniczny podmiot. Może być też całkowicie europejska, lecz niewłaściwie skonfigurowana przez klienta. Właśnie dlatego SecNumCloud obejmuje aspekty techniczne, organizacyjne i prawne, zamiast skupiać się tylko na jednej kategorii. Dla firmy wybierającej chmurę kwalifikacja jest więc ważnym elementem oceny dostawcy, ale nie zwalnia z własnego zarządzania ryzykiem.

Czy rozwój sztucznej inteligencji przyspiesza europejski wyścig o suwerenną chmurę?

Zdecydowanie tak. Modele AI potrzebują ogromnych ilości danych i mocy obliczeniowej, a firmy zaczynają wykorzystywać je również do pracy z dokumentami finansowymi, informacjami medycznymi, własnością intelektualną i innymi wrażliwymi zasobami. Pytanie o lokalizację oraz kontrolę nad infrastrukturą staje się więc jeszcze bardziej istotne niż przy tradycyjnych aplikacjach biznesowych. Octave Klaba, komentując uzyskanie SecNumCloud, wprost wskazał rosnący popyt na zaufaną infrastrukturę wywołany przez AI jako jeden z powodów rozwoju platformy.

Podobnie myśli Komisja Europejska. CADA łączy rozwój chmury i AI w jednym akcie, ponieważ bez centrów danych, GPU, sieci i infrastruktury cloud-native nie da się budować konkurencyjnego europejskiego ekosystemu sztucznej inteligencji. Europa może posiadać dobre modele AI, ale jeśli niemal cała infrastruktura potrzebna do ich treningu i działania pozostanie pod kontrolą zagranicznych przedsiębiorstw, autonomię będzie trudno uznać za pełną. Dlatego polityka dotycząca centrów danych, suwerennej chmury, chipów i otwartego oprogramowania zaczyna tworzyć jeden większy program technologiczny.

Co wejście SNC Cloud Platform może oznaczać dla polskiego rynku chmurowego?

Polska jest dużym i szybko cyfryzującym się rynkiem Europy Środkowo-Wschodniej, a jednocześnie miejscem działania zarówno europejskich dostawców, jak i największych amerykańskich platform. Wejście dodatkowej klasy usług o wysokim poziomie suwerenności może szczególnie zmienić przetargi oraz projekty związane z sektorem publicznym i infrastrukturą krytyczną. Zamiast wyboru pomiędzy własnym centrum danych i globalnym hyperscalerem może pojawić się kolejna opcja: lokalny region chmurowy europejskiego dostawcy zaprojektowany pod rygorystyczne wymagania dotyczące kontroli i zgodności.

Dużo będzie jednak zależało od ostatecznej architektury polskiej wersji, zakresu usług, ceny i uzyskanych lokalnie potwierdzeń zgodności. Dla deweloperów kluczowe będzie również to, czy SNC w Polsce zaoferuje wystarczająco szeroki katalog usług zarządzanych. Jeśli bezpieczna platforma będzie wymagała rezygnacji z funkcji, do których zespoły przyzwyczaiły się w AWS czy Azure, migracja może być trudna. Jeżeli natomiast OVHcloud zbliży doświadczenie użytkownika do klasycznego Public Cloud, przy jednoczesnym spełnianiu dodatkowych wymagań suwerenności, może znaleźć bardzo wyraźną niszę pomiędzy hyperscalerami i tradycyjną infrastrukturą prywatną.

Czy Europa naprawdę buduje własną chmurę, czy to przede wszystkim polityczne hasło?

Nie powstaje jedna wspólna "chmura europejska", która miałaby zastąpić AWS, Microsoft Azure i Google Cloud. Powstaje natomiast cały zestaw mechanizmów mających stworzyć silniejszy europejski rynek: wymogi suwerenności w zamówieniach, wspólny system jej mierzenia, program zwiększania zdolności centrów danych, wsparcie dla europejskich technologii i konkretne kontrakty publiczne. Komisja Europejska po raz pierwszy potrafi nawet liczbowo klasyfikować stopień suwerenności dostawcy za pomocą poziomów SEAL i zestawu 48 kryteriów. To już znacznie więcej niż deklaracja o potrzebie strategicznej autonomii.

OVHcloud trafia ze swoim nowym produktem dokładnie w ten moment. Firma ma europejską infrastrukturę, własny region w Warszawie, doświadczenie z SecNumCloud oraz potwierdzoną zapowiedź przeniesienia modelu SNC do Polski. Nadal pozostaje jednak wielokrotnie mniejsza od największych amerykańskich konkurentów i musi udowodnić, że suwerenność można połączyć z funkcjonalnością, ceną i wygodą oczekiwaną od Public Cloud. Certyfikat uzyskany 1 września nie oznacza więc, że europejski wyścig o chmurę został wygrany. Pokazuje natomiast, że zaczyna się etap, w którym europejskie firmy próbują konkurować nie tylko patriotycznym argumentem "nasze dane zostają w Europie", ale również pełnoprawną technologią cloud-native. Polska jest jednym z następnych miejsc, w których ten model ma zostać sprawdzony.