Post

Passkeys miały zakończyć erę haseł. Badacze znaleźli 39 sposobów na atakowanie nowych zabezpieczeń

Passkeys miały rozwiązać jeden z najstarszych problemów internetu: hasła, które można ukraść, wyłudzić przez phishing, odgadnąć albo znaleźć w bazie po wycieku danych. Mechanizm oparty na FIDO2 i WebAuthn rzeczywiście eliminuje wiele z tych zagrożeń, ponieważ użytkownik nie przesyła serwisowi sekretu, który cyberprzestępca może później wykorzystać. We wrześniu 2026 roku pojawiło się jednak zestawienie co najmniej 39 udokumentowanych technik, scenariuszy i ścieżek ataku dotyczących systemów korzystających z passkeys. Nie oznacza to, że kryptografia została złamana ani że każdy użytkownik jest podatny na 39 gotowych exploitów. Atakujący coraz częściej omijają sam klucz i uderzają w to, co znajduje się wokół niego: przeglądarkę, system operacyjny, synchronizację z chmurą, odzyskiwanie konta, rejestrację nowego urządzenia oraz człowieka zatwierdzającego logowanie. Niezależne badania zaprezentowane na USENIX Security 2026 pokazują podobny problem. Spośród 103 sprawdzonych serwisów 53 były podatne na co najmniej jeden atak oceniony jako wysoki w skali CVSS. Passkeys nadal są więc ogromnym krokiem naprzód, ale nie są magiczną tarczą chroniącą cały proces logowania.

Czym są passkeys i dlaczego miały zastąpić tradycyjne hasła?

Passkey, nazywany po polsku kluczem dostępu, wykorzystuje kryptografię klucza publicznego. Podczas rejestracji urządzenie tworzy parę kluczy. Klucz publiczny trafia do serwisu internetowego, natomiast prywatny pozostaje pod kontrolą użytkownika i służy do podpisania żądania logowania. Serwer nie przechowuje więc odpowiednika hasła, który po kradzieży można po prostu wpisać na stronie logowania. Nawet jeśli cyberprzestępcy wykradną bazę kluczy publicznych, nie otrzymują informacji wystarczającej do zalogowania się na konta. Google podkreśla również, że klucz dostępu jest powiązany z konkretną witryną lub aplikacją, dlatego fałszywa domena nie powinna móc wykorzystać go do uwierzytelnienia użytkownika.

W praktyce użytkownik nie musi pamiętać ciągu znaków. Logowanie może zatwierdzić biometrią, kodem urządzenia albo innym lokalnym mechanizmem weryfikacji. To usuwa ogromną część problemów typowych dla haseł: ponowne wykorzystywanie tych samych kombinacji, phishing polegający na wpisaniu hasła na fałszywej stronie czy credential stuffing po dużym wycieku danych. Właśnie dlatego passkeys zaczęły być traktowane jako jedna z najważniejszych technologii uwierzytelniania ostatnich lat. Według FIDO Alliance w maju 2026 roku na świecie aktywnie wykorzystywano około 5 mld kluczy dostępu, a 75 proc. ankietowanych konsumentów deklarowało, że włączyło je przynajmniej na jednym koncie.

Czy badacze naprawdę znaleźli 39 sposobów na złamanie passkeys?

Tu potrzebne jest ważne doprecyzowanie. Liczba 39 pochodzi z opublikowanego 4 września 2026 roku zestawienia przygotowanego przez firmę Token i opisanego w sponsorowanym materiale BleepingComputer. Jest to zbiór publicznie opisanych metod, ścieżek ataku, technik badawczych i scenariuszy dotyczących passkeys oraz infrastruktury, która je obsługuje. Nie są to więc 39 luk odkrytych jednocześnie w jednym badaniu ani 39 błędów znajdujących się w każdym telefonie czy przeglądarce. Część technik wymaga wcześniejszego zainfekowania urządzenia, przejęcia konta chmurowego albo wykorzystania źle zaprojektowanego procesu odzyskiwania dostępu.

Równolegle pojawiają się jednak niezależne badania akademickie, które potwierdzają, że realne implementacje passkeys mogą pozostawiać istotne luki. Zespół badaczy z niemieckich uczelni przeanalizował 872 serwisy obsługujące passkeys, a następnie dokładniej przetestował 103 strony przy pomocy narzędzia PASSKEYS-ATTACKER. Narzędzie obejmowało 15 typów ataków, z czego 10 nie było uwzględnianych we wcześniejszych pracach. Dwa typy otrzymały krytyczną ocenę CVSS, a podatności tej klasy znaleziono na 18 z 103 testowanych stron. W 53 serwisach wykryto co najmniej jedną podatność wysokiego poziomu. To znacznie mocniejszy dowód niż sama medialna lista 39 scenariuszy.

Czy nowe ataki oznaczają, że kryptografia FIDO2 została złamana?

Nie. To najważniejsze zdanie w całej dyskusji. Badacze nie pokazali sposobu na matematyczne odtworzenie prywatnego klucza z klucza publicznego ani nie przełamali algorytmów kryptograficznych stanowiących podstawę FIDO2. W większości nowych scenariuszy atakujący omija ten problem. Zamiast kraść klucz, próbuje nakłonić legalny system do wykonania podpisu, przejąć urządzenie, wykorzystać błędną walidację serwera albo zarejestrować dla konta własny klucz dostępu. Kryptografia może więc działać dokładnie tak, jak została zaprojektowana, a konto mimo to może zostać przejęte.

To zjawisko jest dobrze znane w cyberbezpieczeństwie. Bardzo mocny zamek nie pomoże, jeśli napastnik przekona obsługę budynku do wydania mu nowego klucza. Podobnie jest z passkeys. FIDO2 chroni określoną część procesu uwierzytelniania, ale logowanie odbywa się w realnym środowisku obejmującym system operacyjny, przeglądarkę, konto w chmurze, mechanizmy odzyskiwania i urządzenia. Praca opublikowana we wrześniu 2026 roku na arXiv analizuje osiem klas zagrożeń występujących poza czystą warstwą kryptograficzną, w tym złośliwe rozszerzenia przeglądarek, malware ingerujące w obsługę uwierzytelniania, wirtualne sterowniki, manipulacje CTAP2 oraz ataki na sprzęt i NFC.

Jak działa atak Pass-the-Passkey pokazany na Black Hat USA 2026?

Jednym z najbardziej interesujących tegorocznych przykładów jest rodzina technik określona przez SpecterOps jako Pass-the-Passkey. Badacze pokazali, że w określonych warunkach atakujący nie musi wydobywać klucza prywatnego z bezpiecznego magazynu. Złośliwa aplikacja działająca na skompromitowanym komputerze może próbować wykorzystać legalną infrastrukturę WebAuthn do wygenerowania poprawnie podpisanego potwierdzenia uwierzytelnienia. Użytkownik widzi prawdziwie wyglądający systemowy komunikat, zatwierdza operację, a atakujący próbuje wykorzystać rezultat w innym kontekście.

SpecterOps poinformował także o znalezieniu problemów dotyczących implementacji passkeys w dużej usłudze chmurowej oraz przechowywania wcześniejszych podpisów wygenerowanych przez YubiKey. Według badaczy łańcuch podatności pozwalał podszyć się pod uprzywilejowanych użytkowników, mimo stosowania uwierzytelniania określanego jako odporne na phishing. To nadal nie jest przykład przełamania mechanizmu kryptograficznego klucza. Pokazuje natomiast, jak istotne staje się prawidłowe przetwarzanie żądań WebAuthn, kontekstu sesji i informacji generowanych podczas uwierzytelniania. Sama specyfikacja wymaga wielu kroków walidacji, a błąd w jednym z nich może otworzyć drogę do ataku.

Czy cyberprzestępcy mogą zasypywać użytkownika fałszywymi prośbami o użycie passkey?

Badacze pokazują, że interfejs uwierzytelniania sam może stać się celem. Wśród opisanych technik znajdują się między innymi masowe wywoływanie komunikatów passkey, manipulowanie wyglądem interfejsu, podszywanie się pod metadane aplikacji, nakładki na elementy systemowe oraz scenariusze wykorzystujące zdalne pulpity. Mechanizm przypomina częściowo znane wcześniej MFA fatigue. Użytkownik otrzymuje tak wiele próśb o zatwierdzenie logowania, że w pewnym momencie może automatycznie zaakceptować jedną z nich, sądząc, że pochodzi z własnej czynności.

Passkey ma ogromną przewagę nad kodem SMS, ponieważ jest związany z konkretnym serwisem. Nie oznacza to jednak, że człowiek jest całkowicie odporny na manipulację interfejsem urządzenia, szczególnie jeśli komputer został wcześniej zainfekowany. Atakujący może próbować wykorzystać legalne okno systemowe w niewłaściwym momencie albo stworzyć mylący kontekst wokół prawidłowego żądania. To bardzo istotne rozróżnienie: odporność protokołu na klasyczny phishing nie oznacza odporności całego komputera na oszustwo. Im częściej użytkownicy będą automatycznie potwierdzali biometrią wyskakujące okna, tym ważniejsze stanie się jasne informowanie, jaka aplikacja i jaka strona żąda uwierzytelnienia.

Czy synchronizowanie passkeys między telefonem i komputerem tworzy nowe zagrożenie?

Synchronizacja jest jedną z funkcji, które umożliwiły masową popularyzację passkeys. Użytkownik nie musi posiadać jednego fizycznego klucza i obawiać się jego utraty. Klucze mogą być synchronizowane pomiędzy urządzeniami za pomocą systemów takich jak iCloud Keychain czy Google Password Manager. Wygoda poszerza jednak granicę bezpieczeństwa. Atakujący może zacząć interesować się nie tylko konkretnym komputerem, ale również kontem chmurowym, urządzeniami mobilnymi, mechanizmem przywracania kopii i menedżerem poświadczeń. Zestawienie 39 scenariuszy obejmuje właśnie ataki dotyczące przejęcia zsynchronizowanych magazynów, kont chmurowych, urządzeń oraz eksportowanych danych.

Nie oznacza to, że synchronizacja automatycznie czyni passkeys słabymi. Apple podaje, że dane w iCloud Keychain są szyfrowane end-to-end i zaprojektowane tak, aby nawet Apple nie mogło odczytać przechowywanych passkeys. Google również deklaruje szyfrowanie tajnych elementów kluczy w swoim menedżerze. W praktyce bezpieczeństwo zależy jednak od całego mechanizmu dostępu i odzyskiwania. Im więcej istnieje legalnych sposobów dodania nowego urządzenia lub przywrócenia danych po jego utracie, tym ważniejsze staje się zabezpieczenie właśnie tych procesów. Najmocniejszy klucz niewiele pomoże, jeśli znacznie słabszą ścieżką można uzyskać równoważny dostęp.

Czy zgubiony lub zainfekowany telefon może zagrozić wszystkim zapisanym passkeys?

Samo znalezienie zablokowanego telefonu nie powinno automatycznie zapewnić dostępu do znajdujących się na nim kluczy. Passkeys są zwykle chronione mechanizmami bezpieczeństwa urządzenia, a ich wykorzystanie wymaga biometrii, kodu PIN lub innej formy lokalnej weryfikacji użytkownika. Problem staje się poważniejszy, gdy napastnik zna kod urządzenia, przejął konto chmurowe albo zainstalował malware posiadające możliwość ingerowania w proces uwierzytelniania. W takim scenariuszu telefon staje się nie tylko urządzeniem komunikacyjnym, lecz elementem infrastruktury tożsamości użytkownika.

Nowe badania zwracają właśnie uwagę na złośliwe oprogramowanie działające w systemie, rozszerzenia przeglądarek, manipulacje warstwą odpowiedzialną za obsługę FIDO2 oraz ataki dotyczące komunikacji pomiędzy urządzeniami. Nie każdy z tych scenariuszy jest prosty ani możliwy zdalnie bez wcześniejszego kompromisu. Autorzy pracy analizującej osiem dodatkowych wektorów podkreślają, że wymagania dotyczące uprawnień, wiedzy i zasobów napastnika mocno się różnią. Wniosek nie brzmi więc "kradzież telefonu łamie passkeys", lecz raczej "bezpieczeństwo passkey dziedziczy część ryzyka urządzenia, na którym jest używany".

Dlaczego rejestracja nowego passkey może być bardziej niebezpieczna niż kradzież istniejącego?

Atakujący wcale nie musi zdobywać klucza ofiary, jeśli może przekonać serwis do zapisania drugiego klucza, który sam kontroluje. Wśród opisanych metod znajdują się tak zwane shadow passkeys, przejęcie procesu rejestracji urządzenia, socjotechnika telefoniczna oraz sytuacje, w których napastnik uzyskuje chwilowy dostęp do konta i wykorzystuje go do dodania własnego uwierzytelnienia. Od tego momentu posiada legalny passkey przypisany przez sam serwis. Kryptografia działa poprawnie, ponieważ atakujący rzeczywiście posiada klucz prywatny odpowiadający zarejestrowanemu kluczowi publicznemu. Problem polega na tym, że serwis uwierzył niewłaściwej osobie podczas rejestracji.

To zmienia sposób myślenia o ochronie konta. Dodanie nowego passkey powinno być traktowane jako operacja o bardzo wysokim znaczeniu, podobnie jak zmiana hasła czy dodanie nowego urządzenia do bankowości elektronicznej. Jeżeli serwis umożliwia wykonanie takiej operacji wyłącznie na podstawie kodu wysłanego e-mailem albo prostego procesu pomocy technicznej, może ponownie wprowadzić najsłabszy element starego systemu. Dla kont o dużym znaczeniu rozsądne jest wymaganie potwierdzenia rejestracji za pomocą już zaufanego urządzenia albo istniejącego silnego uwierzytelnienia. Wtedy napastnik nie może łatwo stworzyć sobie własnego "legalnego wejścia".

Czy odzyskiwanie konta może całkowicie zniweczyć bezpieczeństwo passkeys?

Tak, jeśli zostało źle zaprojektowane. Wyobraźmy sobie serwis, który podczas zwykłego logowania wymaga passkey, ale po kliknięciu "nie mam dostępu do urządzenia" pozwala odzyskać konto przez SMS albo link przesłany e-mailem. Napastnik nie musi wtedy atakować FIDO2. Może przejąć skrzynkę pocztową, wykorzystać SIM swapping albo zmanipulować pracownika pomocy technicznej. Po odzyskaniu konta może zarejestrować własny passkey i od tego momentu uwierzytelniać się całkowicie poprawnie. Zestawienie 39 scenariuszy wymienia między innymi przejęcie help desku, wykorzystanie tymczasowych poświadczeń, odzyskiwanie oparte na karcie SIM i socjotechnikę.

To jeden z największych problemów transformacji z haseł do passkeys. Usługa musi zapewnić możliwość odzyskania konta osobie, która zgubiła wszystkie urządzenia, ale jednocześnie nie może stworzyć bocznych drzwi znacznie słabszych niż podstawowa metoda logowania. Nie istnieje tutaj jedno rozwiązanie pasujące do każdego serwisu. Bank może stosować znacznie bardziej rygorystyczny proces niż portal społecznościowy. Najważniejsza zasada pozostaje jednak podobna: siła odzyskiwania powinna być proporcjonalna do siły uwierzytelniania. W przeciwnym razie użytkownik ma przed wejściem stalowe drzwi, ale obok nich pozostaje otwarte okno.

Co pokazało duże badanie 872 stron internetowych korzystających z passkeys?

Badanie zaprezentowane podczas USENIX Security Symposium 2026 jest szczególnie wartościowe, ponieważ nie ograniczało się do teoretycznych scenariuszy. Naukowcy zbudowali PASSKEYS-RADAR, bazę śledzącą wdrożenia kluczy dostępu w internecie, i przeanalizowali 872 serwisy. Okazało się, że strony bardzo różnią się sposobem rejestrowania i usuwania passkeys. Badacze zauważyli również, że serwisy wciąż proszą autentykatory o obsługę przestarzałych algorytmów kryptograficznych. Pokazuje to, że nawet dobry standard może być wdrażany w bardzo różnych konfiguracjach.

Najbardziej niepokojące wyniki pojawiły się w dokładniejszych testach 103 serwisów. Narzędzie PASSKEYS-ATTACKER umożliwiało manipulację komunikatami WebAuthn na kolejnych etapach procesu. 53 strony były podatne na co najmniej jedną metodę ocenioną jako zagrożenie wysokiego poziomu. Badacze wskazują między innymi możliwość przejęcia konta, usunięcia passkeys, zablokowania użytkownikowi dostępu, phishingu oraz fixation sesji. Jednocześnie sami autorzy konkludują, że passkeys stanowią duży krok naprzód w zabezpieczaniu logowania. Problemem okazuje się przede wszystkim częściowe lub nieprawidłowe wdrożenie standardu, a nie fundamentalna nieskuteczność całej technologii.

Czy passkeys nadal są bezpieczniejsze od haseł po odkryciu nowych metod ataku?

Dla zdecydowanej większości użytkowników tak. Tradycyjne hasło jest współdzielonym sekretem. Można je wpisać na fałszywej stronie, przypadkowo wysłać oszustowi, wykorzystać w kilku serwisach albo stracić podczas wycieku bazy danych. Passkey usuwa większość tych problemów konstrukcyjnie. Klucz prywatny nie jest wysyłany do serwisu, a uwierzytelnianie jest związane z właściwą domeną. Opublikowana w kwietniu 2026 roku analiza wektorów ataku na FIDO2 również doszła do wniosku, że skuteczne ataki wymagają znacznie większego wysiłku i zasobów niż klasyczne ataki na hasła, a twierdzenie o odporności na phishing w dużej mierze pozostaje prawdziwe.

Nowe odkrycia zmieniają jednak znaczenie słowa "bezpieczne". Passkey nie jest samodzielnym produktem działającym w próżni. Bezpieczeństwo zależy również od aktualnego systemu operacyjnego, przeglądarki, menedżera poświadczeń, ochrony konta chmurowego oraz zasad stosowanych przez konkretny serwis. Cyberprzestępcy zachowują się racjonalnie: skoro trudniej ukraść sam klucz, przesuwają uwagę na miejsca, gdzie zabezpieczenia są słabsze. Fakt, że większość nowych badań koncentruje się na warstwach otaczających FIDO2, można więc interpretować również jako dowód, że bezpośrednie zaatakowanie samego mechanizmu kryptograficznego jest dla napastnika znacznie trudniejsze.

Czy fizyczne klucze bezpieczeństwa są bezpieczniejsze od passkeys synchronizowanych w chmurze?

Sprzętowy klucz bezpieczeństwa może ograniczyć część ryzyka, ponieważ poświadczenie pozostaje fizycznie związane z konkretnym urządzeniem i nie musi być synchronizowane z chmurą. W środowiskach wymagających bardzo wysokiego poziomu ochrony może to być istotną zaletą. Atakujący nie może wtedy liczyć na przejęcie kopii poprzez zwykły mechanizm synchronizacji pomiędzy telefonami. Z drugiej strony fizyczny klucz może zostać zgubiony, uszkodzony albo skradziony, dlatego organizacje muszą posiadać bezpieczną procedurę jego wymiany. Sam sprzęt nie rozwiązuje więc problemu odzyskiwania konta.

Nie należy również wrzucać do jednego worka wszystkich passkeys synchronizowanych i wszystkich kluczy sprzętowych. Apple i Google stosują rozbudowane mechanizmy szyfrowania oraz ochrony synchronizacji, natomiast fizyczny authenticator może być wdrożony przez serwis w sposób nieprawidłowy. Wysoki poziom bezpieczeństwa powstaje z połączenia kilku warstw: dobrego autentykatora, prawidłowej implementacji WebAuthn, zabezpieczonego urządzenia oraz odpowiednich procedur rejestracji i odzyskiwania. W kontach prywatnych synchronizowany passkey zapewnia bardzo dobry kompromis pomiędzy wygodą i ochroną. W szczególnie wrażliwych środowiskach przedsiębiorstwa mogą wybierać bardziej restrykcyjne modele.

Co użytkownik może zrobić, żeby bezpiecznie korzystać z passkeys?

Najważniejsze jest zabezpieczenie urządzeń i konta, które odpowiada za synchronizację kluczy. Telefon oraz komputer powinny otrzymywać aktualizacje, a dostęp do kont Apple, Google czy menedżera haseł powinien być chroniony najmocniejszym dostępnym mechanizmem. Należy również uważać na niespodziewane prośby o biometrię lub zatwierdzenie passkey. Jeśli okno uwierzytelniania pojawia się bez związku z wykonywaną właśnie operacją, lepiej je anulować niż automatycznie potwierdzić. W ten sposób ograniczamy ryzyko ataków wykorzystujących manipulowanie komunikatami lub wcześniejsze zainfekowanie urządzenia.

Ważne jest również kontrolowanie listy kluczy przypisanych do najważniejszych kont. Jeśli serwis pozwala sprawdzić zarejestrowane passkeys i urządzenia, warto okresowo usuwać te, których już nie używamy. Szczególną uwagę należy poświęcić komunikatom informującym o utworzeniu nowego klucza lub zmianie sposobu odzyskiwania konta. To operacje, które napastnik może wykorzystać do utrwalenia dostępu. Passkeys zmniejszają liczbę rzeczy, o których musi pamiętać zwykły użytkownik, ale nadal nie zwalniają z podstawowej higieny bezpieczeństwa urządzenia.

Czy era haseł rzeczywiście się kończy, czy passkeys okazały się kolejną przesadzoną obietnicą?

Dane wskazują, że przechodzenie w stronę logowania bez haseł rzeczywiście nabiera tempa. FIDO Alliance szacował w maju 2026 roku około 5 mld aktywnych passkeys. 68 proc. badanych organizacji deklarowało wdrożenie, pilotaż lub aktywne wprowadzanie kluczy dostępu dla pracowników, a 82 proc. wskazywało całkowicie bezhasłowe uwierzytelnianie jako cel docelowy. Technologia przestała więc być eksperymentem i staje się jednym z podstawowych sposobów logowania na dużych platformach.

Lista 39 metod ataku nie oznacza końca tej zmiany. Pokazuje raczej kolejny etap naturalnego cyklu bezpieczeństwa. Gdy nowa technologia staje się popularna, badacze i cyberprzestępcy zaczynają szukać jej słabych punktów. W przypadku passkeys interesujące jest to, że uwaga przesunęła się z samego sekretu na cały ekosystem wokół niego. Hasło można było po prostu ukraść. Przy passkey napastnik częściej musi przejąć urządzenie, zmanipulować proces, wykorzystać błędne wdrożenie albo zaatakować odzyskiwanie konta. To nie jest dowód, że passkeys zawiodły. To dowód, że era jednego słabego hasła rzeczywiście zaczyna ustępować miejsca znacznie bardziej złożonej walce o bezpieczeństwo całej cyfrowej tożsamości.